Piknik Stolarski – 10 spotkanie pasjonatów coraz bliżej

Aneta Krzyżak to Kobieta niebanalna. Z jednej strony pracownik naukowy, Profesor Lotniczej Akademii Wojskowej, z drugiej zaś artystka, pasjonatka stolarstwa tradycyjnego. Od lat dzieli się swoją pasją i wiedzą z innymi miłośnikami drewna na swoim blogu „Nie Tylko Meble”. Pomysłodawczyni i organizatorka wydarzenia, które co roku skupia rzeszę pasjonatów drewna z całej Polski. W tym roku już za chwilkę odbędzie się Jubileuszowy 10 PIKNIK STOLARSKI i z tej okazji zapraszamy na niezwykle interesującą rozmowę z Anetą, w której zdradza m.in. skąd pojawiła się u niej miłość do drewna.

Aneta Krzyżak – kobieta niezwykła.

Dluta.pl: Pani Aneto życie zawodowe pokierowała Pani w zupełnie w inną stronę niż prace w drewnie. Zastanawia nas skąd w takim razie pasja do narzędzi ręcznych?

Aneta Krzyżak: Skąd takie zainteresowanie? Odpowiedź powinna być prosta: napatrzyłam się na mistrza. Moja historia jest jednak bardziej skomplikowana, bo patrzenie mnie nie zachęcało, a wręcz przeciwnie, nawet sprawiło, że poszłam w inną stronę. Studia na kierunku budowa maszyn niewiele miały wspólnego z drewnem, później praca na Wydziale Mechanicznym Politechniki Lubelskiej, też nie była z tym związana.

Nie mniej jednak życie z niewielką pensją, po raz kolejny udowodniło, że potrzeba jest matką wynalazków. Szukanie prostych i tanich rozwiązań, samodzielne prace remontowe samoistnie naprowadziły mnie na stare meble ściągane od babci czy wujostwa i oczywiście na drewno. Te same przyczyny długo trzymały mnie w ryzach, jeśli chodzi o korzystanie z narzędzi.

Na początku miałam upolowane u dziadka dwa strugi i kilka dłut. Sama uczyłam się prowadzania struga i ostrzenia osełkami. Do dziś uwielbiam strużyny przepływające nad strugiem. To takie hipnotyzujące zajęcie! Potem dorobiłam się piły ręcznej, wiertarki i wyrzynarki. Wspomniane „napatrzenie się” trochę mi pomagało, no i oczywiście ciągle miałam mistrza, którego mogłam się poradzić.

Mistrz, o którym mówię i o którym piszę na blogu, to mój Tato. Prowadził on zakład stolarski zarejestrowany w cechu. Niejednokrotnie miał ze mnie ubaw, jak bawiłam się w Zosię-samosię, bo on był „maszynowy”, a ja „ręczna”. Podpytywałam go dopiero wtedy, kiedy całkiem nie wiedziałam, jak coś zrobić.

Przypuszczam, że moje pierwsze prace musiały wzbudzać uśmiech. Ja sama się teraz z tego śmieję. Jako jedne z pierwszych powstały szafki nocne, które w ostatnim czasie, przeszły renowację! Drewno mnie tak wciągnęło, że najpierw jeden dom pod Bychawą, teraz drugi pod Sieciechowem, samodzielnie, własnymi rękami (oczywiście był pomocnik do noszenia ciężkich bali), całkowicie wykończyłam drewnem. Ściany, sufity, meble i ozdoby. Przede mną rysują się wyzwania tapicerskie, bo nigdzie nie mogę kupić takiej sofy, jak mi się podoba!

Dluta.pl: W takim razie trzymamy kciuki za udany projekt i mamy nadzieję, że już niedługo będziemy mogli zobaczyć  gotową sofę na blogu. Od kiedy dzieli się Pani z czytelnikami swoją pasją?

Aneta Krzyżak: Dziękuję! Blog o stolarstwie prowadzę już ponad 21 lat J. Ostatnio może jest tam nieco mniejsza aktywność, bo praca zawodowa mnie pochłania, ale niezmiennie kocham drewno. Czuję, że ta miłość będzie ze mną do samego końca. Tym bardziej, że drewno to nie tylko prace stolarskie, ale również ciesielskie, czy snycerskie. Bez końca można próbować nowych technik i bez końca można zachwycać się ułożeniem słoi i ich wybarwieniem. Przewiduję, że jeszcze kilka lat będę miała o czym na blogu pisać.

Dluta.pl: Wspomniała Pani, że praca zawodowa jest bardzo absorbująca i poświęca Pani na nią dużą ilość czasu.

Aneta Krzyżak: W Lotniczej Akademii Wojskowej pracuję ósmy rok. Prowadzę zajęcia ze studentami, prowadzę badania naukowe i jako osoba na funkcji prorektora staram się realizować strategię jej rozwoju naukowego. Ta uczelnia ma w sobie coś, że można się dla niej zatracić, a pojawiające się nowe wyzwania mocno mnie angażują. Gdyby nie drewno, to trudno byłoby zachować zdrowy balans między pracą a odpoczynkiem. Mimo, że praca z drewnem niejednokrotnie wymaga wytężenia mięśni, to jednak jest to praca, która mnie odpręża, daje dystans do świata, uczy pokory i szacunku do przyrody.

Lite drewno uwielbiam za to, że jest kapryśne. Pokazuje rogi nawet wtedy, gdy wydaje się, że jest już ujarzmione.

Dluta.pl: A co w pracy z drewnem sprawia Pani największą przyjemność?

Aneta Krzyżak: Głównie pracuję z tak zwanym masywem, czyli litym drewnem. Bardzo rzadko sięgam po przemysłowe rozwiązania typu płyty wiórowe, czy inne. Jeśli już, to wolę sklejkę, bo najbardziej wyglądem przypomina drewno. Lite drewno uwielbiam za to, że jest kapryśne. Pokazuje rogi nawet wtedy, gdy wydaje się, że jest już ujarzmione. Pęka, skręca się, nierówno wybarwia. Jest po prostu sobą! A ja to szanuję. Jak robię meble dla siebie – nie wybrzydzam. Sęki, przerosty czy twisty będące wynikiem schnięcia są ozdobą mojej podłogi.

Ostatnio pięknie popękany dąb wykorzystałam na nogi do stołu. I chyba właśnie to jest największą przyjemnością w pracy z drewnem – słuchanie każdego kawałka drewna i pełne akceptowanie tego, co oferuje. A jak jeszcze do tego dołoży się zmagania ze swoimi umiejętnościami przy pracy z poskręcanymi słojami, to satysfakcja jest ogromna!

Jak miłość do drewna łączy ludzi – PIKNIK STOLARSKI

Dluta.pl: Swoją miłością do drewna stara się Pani zarażać również innych organizując już od kilku lat PIKNIK STOLARSKI. Chętnie dowiemy się jaka była geneza tych spotkań?

Aneta Krzyżak: Och, to było niesamowite przeżycie! Pierwszy piknik! A wyszło to tak spontanicznie, że aż dziwne, że się udało. Wówczas byłam już po pierwszych i kolejnych samodzielnych naukach strugania ręcznego. Coś już umiałam, ale zaglądając w internet okazywało się, że jeszcze nie wiem o tym i o tamtym. I tak zwyczajnie zapytałam w sieci, czy byłby ktoś, kto zechce się spotkać w celu wymiany doświadczeń. Odezwało się kilka osób, potem zaproponowałam termin i zaprosiłam do swojej rozpadającej się szopy i do domu.

Okazało się, że są tacy ludzie, którzy lubią stolarstwo tradycyjne i najzwyczajniej w świecie przyjechali. Przeżyłam pozytywny SZOK. Pierwszy to taki, że pod Bychawę przyjechali ludzie i z Lublina i Chełma, ale również i z Poznania i z Gdańska! Drugi to taki, że od pierwszego powitania rozmawialiśmy tak, jak byśmy się znali milion lat! No i wreszcie, że każdy przyjechał ze swoimi skarbami – narzędziami, a także wiedzą i doświadczeniem, którymi dzielił się bez żadnych ograniczeń!

To było cudowne! Wszyscy są dzisiaj moimi dobrymi kumplami i przyjaciółmi. Z większością osób utrzymuję ciągły kontakt! Z pierwszego spotkania wyniosłam energię na kolejny rok, szerszą wiedzę i „chorobę”. Zaraziłam się tymi narzędziami i z roku na rok chorowałam coraz bardziej. Co roku poznawałam nowych ludzi i widziałam coraz to inne cuda i umiejętności. Ale ta moja osełka do ostrzenia noży do strugów też musiała zrobić na wszystkich wrażenie, bo za jakiś czas dostałam od nich prezent w postaci prawdziwego japońskiego kamienia do ostrzenia i prowadnik!

Mężczyźni i Kobiety majsterkują w drewnie przy stołach stolarskich.

Dluta.pl: Zatem pierwszy wspólny zlot miłośników stolarstwa okazał się prawdziwym sukcesem.  Czy już wtedy zakładała Pani, że Piknik będzie organizowany co roku?

Aneta Krzyżak: Na pierwszym Pikniku Stolarskim, było kilkanaście osób i tak już zostało przez kolejne lata, choć nigdy nie było limitów. Pierwsze spotkanie piknikowe było tak udane, że następne odbyło się w zasadzie już samoistnie, bo zanim napisałam na blogu, że będzie drugi piknik, to miałam już kilka „wproszeń” J. I jak już sam się zrobił drugi piknik, to potem był trzeci, a potem… to już się po prostu kręciło. A teraz będzie DZIESIĄTY!

Dluta.pl: Piknik Stolarski to miejsce, w którym miłośnicy drewna dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Czy może nam Pani zdradzić jak wygląda taki piknik od tzw.”kuchni”?

Aneta Krzyżak: Najważniejsze założenie pikniku, bo to może wcześniej nie wybrzmiało, to takie, że robimy cuda z drewna, narzędziami, które nie wymagają prądu. Jedynym wyjątkiem jest oświetlanie nocnej pory, bo niektórzy kończą prace po północy, albo w ogóle się nie kładą. Już o szóstej rano niejednokrotnie słychać stukanie.

Piknik stolarski jest to taki czas, gdy na dwa dni, piątek i sobotę, mniej więcej w połowie wakacji, można przyjechać i coś zwyczajnie wystrugać, ale można też przyjechać i wiedzy dopiero szukać. Nie ma żadnych ograniczeń, co do doświadczenia.

 To jest piękne, że dzielenie się wiedzą jest tutaj zwyczajne i takie naturalne. Piknik jest z założenia darmowy. Nie pobierane są żadne opłaty za organizację, ale jak pokazuje doświadczenie, wszyscy zrzucają się na wspólne jedzenie, bo wspólne stołowanie zbliża, no i każdy zostawia trochę grosza w sklepiku z narzędziami. Muszę tutaj wspomnieć, że od pierwszego pikniku jest z nami przenośny sklep z dluta.pl. To również jest niesamowite, że co roku możemy liczyć na Wasze wsparcie!

W zależności od pikniku tematem przewodnim były i prace indywidualne i wspólne projekty. Tak na przykład, na pierwszym i na dziewiątym pikniku, wspólnym tematem był stołek. Natomiast na którymś kolejnym pikniku, wszyscy zaangażowali się w wykonanie stolika do biblioteki, a na jeszcze innym – tablicy ogłoszeniowej. Jednak niezależnie od tematu, każdy zawsze może zdecydować o wykonaniu jakiegoś własnego pomysłu.

Strug płaszczyznowy stolarski położony na drewnianym stole. W tle widać drewnianą skrzynkę narzędziową dluta.pl

Dluta.pl: Doszły nas słuchy, iż na organizowanych przez Panią piknikach panuje iście rodzinna atmosfera. Zapewne ten, kto raz już w nim uczestniczył wraca na kolejny, czy rodzina piknikowiczów powiększa się z roku na rok?

Aneta Krzyżak: Piknik, to piknik, w sensie dosłownym, bo można przespać się pod namiotem i przyjechać z dziećmi. Tworzy się naprawdę rodzinna atmosfera. Przez te dwa dni można się zrelaksować pracą w drewnie, albo leżakowaniem pod chmurką. Faktycznie jest kilka takich osób, co są każdego roku i w tym też pewnie będą. Wszyscy, co przyjeżdżają po raz drugi i trzeci i kolejny mówią, że jest to niesamowita impreza, ale myślę, że każdy osobiście powinien zweryfikować tę opinię! 😉 Jedna z takich osób, co przyjeżdża co roku, ostatnio się na mnie zezłościła, kiedy nie widząc zgłoszenia zadzwoniłam zaniepokojona zapytać, czy coś się stało i czy przyjedzie. Na to pytanie dostałam odpowiedź, żebym jej nie obrażała, bo to jest oczywiste, że będzie na każdym pikniku, bo to jest jedyne forum, z którego korzysta 😀

Piknik stolarski jest to taki czas, gdy na dwa dni, piątek i sobotę, mniej więcej w połowie wakacji, można przyjechać i coś zwyczajnie wystrugać, ale można też przyjechać i wiedzy dopiero szukać.

Dluta.pl: W tym roku odbędzie się wyjątkowe spotkanie –  10 Piknik Stolarski. Zatem mały jubileusz, którego gratulujemy! – W jaki sposób można zapisać się na to wydarzenie?

Aneta Krzyżak: Dziękuję! Mimo, że pikniki są od ładnych kilku lat, to jubileusz przyszedł tak trochę niespodziewanie. Zapraszam wszystkich miłośników strugania bez prądu na spotkanie w dniach 29 – 31 lipca 2022 r.! A zapisać się jest bardzo prosto. Wystarczy wejść na stronę https://nietylkomeble.wordpress.com/piknik-stolarski/ i wypełnić formularz, który będzie tam dostępny do 17 lipca. Ponieważ piknik jest kameralnym spotkaniem a z roku na rok przybywa doświadczenia, to taki formularz funkcjonuje od zeszłego roku i ułatwia mi organizację spotkania, w tym zaplanowanie spraw logistycznych. Wiem wcześniej kto będzie i jak planuje pobyt, jeśli chodzi o noclegi i jedzenie. Mogę zamawiać catering lub sprawdzić, czy wystarczy trawnika na namioty.

Cztery różne drewniane stołki wykonane własnoręcznie przez uczestników Pikniku Stolarskiego

Dluta.pl: W planie 10 spotkania widnieje poszerzony zakres tematyczny wzbogacony o wikliniarstwo, garncarstwo, plecionkarstwo i ceramikę. Czy to oznacza, że poszerzyła Pani krąg swoich zainteresowań?

Aneta Krzyżak: Mnie zawsze interesowało wszystko, ale tylko drewnem zajęłam się tak naprawdę i przy nim zostałam. Ale jak się okazuje, jeden z „pierwszopiknikowiczów”, Darek, zakochał się w glinie. Robi przepiękne prace w ceramice i nie stroni od tradycyjnego garncarstwa https://patinastyle.pl/. Przyjeżdżał też i na późniejsze pikniki, a ja obserwowałam jak rozwija się w nowej technice. Warsztat ma niesamowity. Ma także wielki regał z kolorowymi cudami, nie można od niego wyjechać bez kupienia choćby jednej małej czarki. Kiedyś rozmawialiśmy o wspólnych projektach drewno-ceramika i o warsztatach, które prowadzi. I tak od słowa do słowa przyszedł pomysł na wspólne piknikowanie.

Podobnie było, gdy z racji zmiany miejsca zamieszkania poznawałam nowe osoby z bliskiej okolicy. Okazało się, że tutaj jest bardzo dużo twórczych ludzi. Grzegorz od wielu lat prowadzi warsztaty z plecionkarstwa i wikliniarstwa http://www.mazowieckiszlaktradycji.com/poi-lista/grzegorz-gordat/. Ostatnio zafascynowały mnie jego opowieści o wyplataniu koszy z korzeni sosny. A jego zainteresowały opowieści o pikniku. Stąd też i wspólne działania przy organizacji tego pikniku i warsztaty z plecionkarstwa.

Mały jubileusz zobowiązuje, dlatego po wspólnych rozmowach, udało się zaplanować takie tematyczne niespodzianki. Wiem, że wśród dotychczasowych piknikowiczów są osoby, które chętnie nauczą się innych technik, tym bardziej, że są to również techniki, gdzie wykonanie czegoś efektownego nie wymaga użycia prądu! Dodam jeszcze, że w tym roku, zaraz następnego dnia po pikniku, w niedzielę, będzie ogólnodostępny kiermasz, bez zapisów. Na kiermaszu uczestnicy pikniku będą mogli wystawić swoje prace. Mam też nadzieję, że pojawią się również miejscowi rękodzielnicy i inni wystawcy. Serdecznie zapraszam do budynku starej szkoły w Woli Klasztornej, bo tutaj odbędzie się i piknik i niedzielny kiermasz.


Wywiad przeprowadziła: Roma Konieczna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.