Drewnoterapia – terapia bez recepty

drewnoterapia

Powiedzmy sobie szczerze: codzienność nas nie rozpieszcza. Praca, dom, obowiązki, oczekiwania, wszystko pędzi coraz szybciej, przytłaczając nas z każdej strony. A gdzie w tym wszystkim jesteśmy my? Nasze marzenia? Nasza radość życia? Czy zastanawiałeś się może, czy to jest w ogóle jeszcze możliwe? Czy możesz i masz prawo czuć się lekko i beztrosko, tak jak wtedy, kiedy byłeś dzieckiem? Znam te uczucia nazbyt dobrze, ale znam również sposób, aby przezwyciężyć trudności i znowu mieć w sobie dawną radość i pogodę ducha. Co jest tym sposobem? To drewnoterapia, czyli naturalna terapia bez leków i bez recepty, która pomoże uleczyć Twoje skołatane nerwy.

Z tego artykułu dowiesz się:

Kiedy byłam małą dziewczynką…

Kiedy byłam małą dziewczynką, potrafiłam godzinami przesiadywać na drzewach i pod nimi. Czułam się w ich towarzystwie bezpiecznie i beztrosko. Lubiłam kiedy łagodnie szumiały nad moją głową i kiedy rzucały kojący cień. Często chowałam się w koronie starej wierzby, kiedy chciałam być przez chwilę sama i zapomnieć o problemach, bolączkach i codziennych obowiązkach. Mogłam godzinami czytać książki, albo po prostu myśleć i zastanawiać się co chcę w życiu robić, co przyniesie przyszłość, co jest dla mnie ważne. I nie mylisz się sądząc, że to jest właśnie ta wierzba, którą widzisz na zdjęciu powyżej. A ten szczebelek widoczny na drugim zdjęciu przybiliśmy z bratem 35 lat temu, przypomina mi on teraz czas, w którym czułam się po prostu szczęśliwa.

Gdy dorosłam, przestałam tu przychodzić. Pojawiły się nowe zobowiązania, więcej osób i rzeczy walczyło o moją uwagę, kolejne problemy piętrzyły się w zastraszającym tempie, a nowe możliwości kusiły z każdej strony.  I wtedy sądziłam, że kluczem do sukcesu jest robić po prostu więcej, zwiększając tempo i efektywność. Wpadłam więc w błędne koło multitaskingu, który o zgrozo połączyłam z perfekcjonizmem. Mniej spałam, gorzej jadłam, zapomniałam o sobie i swoich potrzebach, o marzeniach nie wspominając… Brakowało mi energii, czułam się wyczerpana i przygnębiona. No i nie będzie zapewne zaskoczeniem dla Ciebie, że doigrałam się… Mój organizm w pewnym momencie powiedział dość! Było to dokładnie 10 lat temu.

I zrobię tu krótką przerwę w tej opowieści, aby zaznaczyć, że wiem, iż nie jest zbyt oryginalna historia. Słyszałam dziesiątki podobnych. Ale wiem również, że jest jeszcze wielu ludzi, którzy tkwią w tym kołowrotku napędzanym przez adrenalinę i kortyzol, czyli słynne hormony stresu. I jeśli moja historia i terapia, o której piszę poniżej, pomoże choć jednej takiej osobie, to uznam, że warto było przywołać tu tak osobiste doświadczenia. Ale wracając do głównego wątku, to zastanawiasz się pewnie co było dalej?

Jeżeli o siebie nie zadbasz, nikt inny tego nie zrobi

Od tamtego momentu zmieniło się bardzo dużo. Przede wszystkim zrozumiałam że jestem najważniejszą osobą, o jaką przyszło mi w tym życiu zadbać i od mojego samopoczucia zależy jak funkcjonuje moja rodzina i moja firma. Już wiem, że dbanie o własną kondycję psychiczną, fizyczną i emocjonalną, to mój życiowy priorytet. Jestem też przekonana, że zdolność odrzucania tego, co zbędne, a zostawiania tego, co wartościowe, jest kluczową umiejętnością dzisiejszych czasów.

Nie lubię niepotrzebnych komplikacji, dlatego moje życie prywatne i zawodowe przenika się na wielu poziomach. Ale od pewnego czasu, jeden obszar jest mi szczególnie bliski. Daje mi on zarówno tak potrzebne wyciszenie, ale również ogromną radość i satysfakcję. Nazywam to właśnie drewnoterapią.

Terapia bez recepty i bez leków

Przed moim rodzinnym domem, gdzie obecnie mieści się moja firma, stoją dwie stuletnie lipy. A kiedy kwitną, wracam od razu pamięcią do mojego dzieciństwa, które spędziłam w ich cieniu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że właśnie lipa, a właściwie drewno lipowe stanie się tak ważną częścią mojego życia. Co ciekawe, los chciał, że po mężu nazywam się… Lipińska. Tak więc teraz rozumiesz, że z lipą łączy mnie więź wyjątkowa!

Więcej na ten temat przeczytasz w artykule „Lipa – co to za drzewo”.

Ale to nie koniec. Być może trochę mnie już znasz i wiesz, że moja firma specjalizuje się w tradycyjnych narzędziach do ręcznej pracy w drewnie. Naszymi klientami są m.in. rzeźbiarze, którzy do swojej pracy wykorzystują przede wszystkim… drewno lipowe! Tak więc nie mogło być inaczej, to była tylko kwestia czasu, kiedy sama zacznę swoją przygodę z pracą w drewnie lipowym. Choć słowo praca zupełnie do tego nie pasuję. Wolę słowo przygoda, bo to, co się wydarzyło jest pełne pasji, emocji i swoistej magii.

Co mnie urzekło w pracy w drewnie

Od kilku lat uczę się różnych technik rzeźbiarskich i stolarskich. Przekonałam się, że kontakt z drewnem ma niesamowicie kojącą moc, szczególnie jeśli zadbamy o kilka detali. Prostota i umiar to te elementy, które urzekły mnie najbardziej potwierdzając zasadę, że często mniej znaczy więcej.

Im mniej narzędzi i im prostsza technika, tym bardziej do mnie przemawia. To właśnie dlatego, kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po noże rzeźbiarskie, zupełnie odleciałam! Strugając kolejne warstwy drewna czułam, jakbym zrzucała z siebie stopniowo nagromadzone przez lata napięcia, zyskując stopniowo umiejętność skupienia i koncentracji. To zajęcie mnie po prostu urzekło! I to właśnie dlatego mam bzika na punkcie strugania drewnianych łyżek, gdyż wystarczą mi dwa noże i kawałek drewna, żeby zapomnieć o całym świecie.

Drewno + terapia = drewnoterapia, czyli moc zaklęta w drewnie

Wszystkie moje dotychczasowe doświadczenia i eksperymenty doprowadziły mnie do tego, co całkiem niedawno nazwałam #drewnoterapią. Zauważyłam bowiem, że drewno, jeśli zadbamy o pewne szczegóły, ma nieprawdopodobnie terapeutyczną moc. I nie jest to tylko moja opinia, ale wielu osób, z którymi miałam okazję rozmawiać. Wielokrotnie potwierdzało się w rozmowach, że drewno uspokaja i wycisza. Ale jednocześnie podkreślano, że tworzenie w drewnie daje poczucie sprawczości, zwiększa poczucie własnej wartości. Słyszałam nawet historie ludzi, którzy traktowali to zajęcie wręcz jako terapię wspierającą przy leczeniu nerwicy, czy wychodzeniu z depresji!

Jeśli zatem chcesz poczuć pełen wachlarz korzyści płynących z zabawy z drewnem, należy wg mnie zwrócić uwagę na kilka aspektów:

  1. Po pierwsze: umiar, bo nic tak nie przytłacza, jak nadmiar. Dlatego też moja koncepcja drewnoterapii zakłada minimum narzędzi i minimum informacji.
  2. Po drugie: prostota. Projekty nie mogą być zbyt trudne, a instrukcje zbyt skomplikowane. Wszystkie elementy i techniki pracy powinny być tak dobrane, aby zajęcie było stosunkowo łatwe, ale nie banalne.
  3. Po trzecie: cisza. Aby w pełni się zrelaksować, nic nie powinno zagłuszać odgłosu struganego drewna. Bo nie wiem czy wiesz, ale hałas wywołuje w naszym organizmie reakcję stresową, co potwierdzają badania.

A praktycznie to oznacza, że…

Jakie zatem działania mogą sprostać tym oczekiwaniom i założeniom? Będzie to przede wszystkim:

  • struganie drewna za pomocą noży, z j.ang. whittling: tworzenie łyżek, miseczek, kubeczków (tzw. kuks) oraz struganie figurek
  • snycerstwo geometryczne, z j.ang. chip carving: tworzenie ozdób, dekorowanych szkatułek i talerzy
  • można także posługiwać się prostymi technikami rzeźbiarskimi wykorzystującymi dłuta: tworzenie talerzy, półmisków, podstawków, niewielkich figurek, czy płaskorzeźb (tzw. relief)

Jest natomiast jeden kluczowy element, który pozwala zastosować tę koncepcję w praktyce, a mianowicie wspomniane już przeze mnie drewno lipowe! Jest ono najłatwiejsze do ręcznej obróbki, na tyle, że można w nim pracować z łatwością za pomocą noża, czy samego dłuta. Tak więc, pozwala ograniczyć ilość akcesoriów, gwarantuje łatwą i przyjemną pracę, no i nie wymaga pobijania, więc pracujemy w ciszy, słysząc skrawane drewno. A jak to brzmi i wygląda, spójrz:

Moja propozycja dla Ciebie

I co o tym sądzisz? Czy świat pełen drewna jest dla Ciebie? Czy ta terapia do Ciebie przemawia? A może sądzisz, że nie dałbyś rady? No cóż, nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz! A ja Ci w tym mogę pomóc 🙂

Samouczki rzeźbiarskie – to doskonały sposób, aby zakosztować drewnoterapii. I to na własnych warunkach, w domu, w ogrodzie, czy na leśnej polanie. Wybierasz zestaw, a w nim znajdujesz wszystko, co niezbędne, aby wystrugać swoją pierwszą łyżkę, czy stworzyć pierwszą prostą rzeźbę.

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o powstaniu Samouczków rzeźbiarskich, przeczytaj:
Dlaczego zaczęłam strugać drewniane łyżki.”

To jest Twój czas.
Zadbaj wreszcie o siebie, uspokój głowę i
stwórz coś samodzielnie tej jesieni!


Autorka tekstu:
Agnieszka Baraniok-Lipińska

Agnieszka Baraniok-Lipińska

Od ponad 20 lat prowadzę sklep specjalizujący się w sprzedaży narzędzi do ręcznej pracy w drewnie. Jednak nie tylko sprzedaję te narzędzia, ale przede wszystkim sama ich używam! Choć w swoim warsztacie spędzam długie godziny, gdzie rzeźbię, strugam, szlifuję, wiercę, piłuję, to nadal uważam, że jestem dopiero na początku swojej przygody z drewnem.
Dzięki tej praktyce o narzędziach wiem prawie wszystko, ale przede wszystkim rozumiem potrzeby klientów, szczególnie tych, którzy tak jak ja dopiero się uczą.
Kilka lat temu wpadłam na pomysł Samouczków Rzeźbiarskich – zestawów do samodzielnej nauki rzeźbienia i strugania drewna. W 2021 roku stworzyłam mój pierwszy autorski projekt: serię Samouczek drewniana łyżka, który podbił serca naszych klientów. Obecnie pracuję już nad kolejną serią.


Powiązane Wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.