fbpx

DRWA – historia z lasu.

Drwa-historia-z-lasu-las

Las to źródło tego tekstu. W lesie początek ma bardzo wiele historii: historia ewolucji człowieka i nasza północna pre-historia, ale też nasze codzienne historie: nasze meble, narzędzia, domy. Drewno, najbardziej powszechny i prawdopodobnie najbardziej lubiany surowiec, rośnie w lesie. Drewno to ciało żywych organizmów, tkanka budująca niebosiężne wieże, wzrastające powoli, nieustannie i konsekwentnie w górę, w gigantycznych zbiorowiskach. Lasy porastają niemal ⅓ powierzchni lądów na Ziemi i stanowią habitat dla około 80% ziemskiej bioróżnorodności. Naprawdę wiele rzeczy zaczyna i dzieje się w lesie.

Historia którą chciałbym teraz opowiedzieć też zaczyna się od lasu, to historia mojej pasji i historia mojej drzewnej działalności – rzemieślniczej, edukacyjnej, jak i również gospodarczej. Moją firmę, zarejestrowaną w Polsce jako Drwa Jędrzej Cyganik, zaczynałem budować w iglastych lasach Kanady jako Tales of the Woods, ale owe Tales, opowieści – czy też wspomnienia – zaczynają się we mgle wczesnego dzieciństwa, a trwają do dziś, kiedy piszę te słowa pod koronami powykręcanych sosen u zbiegu Narwii i Wisły, obok powstającego właśnie domu z drewna i słomy, który buduję ze swoją ekipą. 

Drwa-historia-z-lasu-jedrzej-z-pla-maszynowa

To bardzo bliski mi rozdział w historii mojej zażyłości z drewnem, budowanie drewnianych konstrukcji zawsze przynosiło mi dużo radości i satysfakcji, Jednak ciesielstwo wybrałem jako swój zawód stosunkowo późno, po pięciu latach studiów humanistycznych, skoncentrowanych wokół literatury, języka polskiego i portugalskiego, teatru i antropologii. Zresztą, pięć lat w wydziałowych czytelniach to również wspomnienie z drewna, z zapachu starego papieru i sosnowych pulpitów, choć to dopiero w tamtym czasie nabierałem świadomości moich rzeczywistych potrzeb i preferencji, a także świadomość tęsknoty za kontaktem z naturą – w tym moją własną naturą – z lasem i z drewnem. Na studiach zrozumiałem przede wszystkim, że nie chcę spędzić reszty życia zawodowego trzymając ciało w pozycji siedzącej, używając głównie mózgu, narządów mowy i wzroku, a sporadycznie – i dość symbolicznie – rąk. Interpretacja tekstów kultury czy praca ze studentami to na pewno ciekawe i ważne zajęcie, jednak moje ręce wołały o więcej kontaktu z twardą materią, a umysł – o spokój zieleni i krągłość kształtów natury zamiast prostokątnych budynków i ich umeblowania.

Obierając ścieżkę edukacji po studiach – edukacji zawodowej – drewno było naturalnym  wyborem. Bo choć wyrosłem w rodzinie intelektualistów i humanistów, to nasz dom rodzinny stoi  w gęstym lesie Beskidu Sądeckiego;  to stare gospodarstwo z bala, gdzie ściany wyraźnie przypominają, skąd się wzięły, a stare jesiony i świerki zawłaszczają je powoli z powrotem, wciskając korzenie w podmurówkę. Szczęśliwe dzieciństwo, z którego czerpię do dziś, spędziłem w tym lesie, budując szałasy i strugając łódki z kory. Rąbanie drewna na opał, renowacja chałupy, budowa prostych mebli z desek i z łat – tych rzeczy uczyłem się od ojca, który, samemu będąc dziennikarzem i poetą,  w tych prostych czynnościach znajdował to samo, czego ja szukałem dalej. Ale zacząłem  szukać właśnie dopiero po studiach.

Wtedy wyjechałem do Kanady, z intencją, by nauczyć się tam budowania domów z bali. Przepracowałem niemal rok we wspaniałym zespole budowniczych i cieśli w małym miasteczku w górach Kolumbii Brytyjskiej. Moim szefem  był John Boys, którego droga do zawodu również była kręta – przebranżowił się na ciesielstwo z nauczyciela informatyki niedługo przed trzydziestką. Przez kolejnych trzydzieści lat pracował już tylko z drewnem, a jego historia i otwarty umysł uczyniła z niego wspaniałego nauczyciela, zawsze otwartego dla skorych do nauki czeladników.

I nawet jeśli większość tego roku spędziłem na korowaniu bali, szlifowaniu belek i sprzątaniu placu, to jednak stały kontakt z drewnem, możliwość patrzenia na ręce fachowcom, obserwacja całego procesu od ścięcia drzewa do stojącego domu, a także dostęp do narzędzi i drewna po godzinach – to wszystko – i oczywiście John, dla którego szacunek i wielkie dzięki – dało mi solidną podstawę do własnej praktyki, która już od tamtego czasu nie ustała. 

Drwa-historia-z-lasu

Jeszcze przez pół roku mieszkałem w Kanadzie, na ranczo, w starym domu z bali, który remontowałem w zamian za czynsz. W wolnym czasie rozwijałem młodą i gorącą miłość do drewna: poznawałem snycerstwo i rzeźbiarstwo ozdobne, robiłem proste wykończenia i stolarkę, konserwację i renowację, ,budowałem proste meble i elementy infrastruktury gospodarczej, próbowałem pierwszych technik i testowałem narzędzia. . Poznawałem też las, podczas długich spacerów i konnych wypraw, ścinając zimą suche daglezje, a wiosną obserwując naloty kolejnych gatunków ptaków. To było życie, którego nie chciałem porzucać, jednak wraz z końcem wizy skończył się również ten rozdział. Wracałem do Polski z myślą, że po paru latach, kiedy zdobędę więcej doświadczenia i umiejętności, wrócę tam do stałej, pełnoprawnej pracy w ciesielstwie. 

Drwa-historia-z-lasu

Od tego momentu mija właśnie 5 lat i wiem, że do Kanady, mojej  krainy marzeń pachnącej cedrowym drewnem, wrócę tylko kiedy w Polsce nie będzie się dało już żyć. Kocham swój kraj,ale, patrząc na perspektywy polityczne, klimatyczne, gospodarcze, zdrowotne – nie zdziwię się, kiedy przyjdzie czas z niego uciekać.

Tymczasem to w Polsce zbudowałem swoją markę, nawiązałem współpracę, poznałem miejsca, przywiązałem się do ludzi. Polubiłem nawet sosnę, naszą produkcyjną, wielkoobszarową sosnę, choć w jej “naturalnym” środowisku trudno poczuć atmosferę prawdziwego lasu. Są jednak w Polsce gęste, bujne puszcze, skrawki dzikości i starodrzewii, w których wciąż można się zgubić.

Drwa-historia-z-lasu
Drwa-historia-z-lasu

Tam szukałem najpierw, chęć przedłużenia kanadyjskiego trybu życia zaprowadziła mnie w rodzinne strony, w Beskid Sądecki, gdzie przez pół roku remontowałem stary dom, gdzie założyłem też pierwszy warsztat. Czasami korzystałem z gościnności makerspace Wytwórnia w Krakowie, gdzie wytwarzałem zabudowy i umeblowanie dla krakowskich lokali – sokarni Raw Nest, Galerii Lue Lue czy do gabinetu psychoterapii. W chwilach odpoczynku miałem zawsze pod ręką swój japoński nóż snycerski, który strugał kolejne łyżki i szpilki do włosów, trafiające do kolejnych przyjaciół. 

Drwa-historia-z-lasu

Pierwszy rok w kraju pokazał jak wiele może się tu wydarzyć i jak pożądaną jest praca dobrego stolarza czy cieśli, skoro nawet ja, ze swoimi skromnymi wciąż możliwościami, miałem ręce pełne roboty i mogłem się z tej roboty utrzymać. Wiedziałem jak wiele jeszcze przede mną nauki i praktyki, by móc z pewnością i stanowczością wyceniać swoją pracę i oddawać ją w ręce klienta. Na pewno nie planowałem wtedy, że chciałbym uczyć tego fachu innych.

A to właśnie wtedy zacząłem naukę tą drogą – poprzez nauczanie. Przeszedłem pomyślnie nabór do Osady Twórców – projektu, którego celem miało być stworzenie modelowego osiedla opartego o założenia samowystarczalności i symbiozy ze środowiskiem naturalnym. Funkcjonowanie Osady było oparte o model warsztatowych turnusów. Przez dwa sezony od wiosny do jesieni gościliśmy grupy liczące po kilkadziesiąt osób, które w Osadzie uczyły się różnych praktycznych umiejętności, w tym obróbki drewna w osadniczej ciesielni, którą zbudowałem i prowadziłem przez ten czas. Z całą pewnością był to czas najbardziej aktywnego i wieloaspektowego poznawania własnego rzemiosła. Wśród uczestników i uczestniczek zdarzali się stolarze z doświadczeniem większym od mojego, dzięki którym gromadziłem w swoim warsztacie kolejne sposoby i małe sekrety. Przez te dwa lata wycięliśmy wspólnie więźbę dachową na jeden ze starych budynków mieszkalnych na terenie Osady, zbudowaliśmy suszarnię do ziół i owoców, kilka furtek i bramę wjazdową, płot, wiatę tu i tam, systemowe toalety kompostowe, ławki, stoły, schody, instalacje dla dzieci, mnóstwo drewnianych zabawek i małych rzeźb, z niedokończonym kompletem szachów, rzeźbionych każdy inną ręką, na pierwszym planie tej wystawy. Warsztaty praktyczne uzupełniałem gawędami, zazwyczaj snutymi w lesie i o lesie, o jego niesłychanej złożoności i pięknie. Jeszcze raz nauczyłem się uczyć, przekazywać informacje i uzupełniać je, budować wiedzę. Zbudowałem też dużą sieć kontaktów, które do dziś są żywe, między innymi z Agnieszką i z dziewczynami ze sklepu dluta.pl, z którymi cały czas realizujemy wspólne przedsięwzięcia i które wspierały Osadę najlepszymi ręcznymi narzędziami do drewna, radą, dobrym słowem. 

Drwa-historia-z-lasu

Ten rozdział jednak również miał swój koniec, decyzją osoby kierującej projektem, która nie uniosła jego ciężaru, Osada Twórców zamknęła swoją działalność. Ale oprócz paru hektarów upraw, które zarosły już całkowicie, zasialiśmy wtedy dużo więcej ziarna, kiełkującego od tamtego czasu w kilkuset sercach i głowach członków i członkiń Gromady Twórców. Wraz z grupą najbliższych przyjaciół i współpracowniczek pozostawaliśmy w kontakcie przez kolejne lata, szukając sposobności, by znowu uwolnić energię współdziałania. 

Drwa-historia-z-lasu

Dla mnie te lata przebiegły głównie pod znakiem własnej działalności gospodarczej i prób odnalezienia się w “prawdziwym” świecie, na :”zwykłym” rynku stolarstwa i ciesielstwa. Nie było to trudne, jak się okazało ten rynek ma  bardzo wiele niezwykłych zakamarków i jest bardzo podatny na wycinanie kolejnych. Firmę założyłem w Toruniu, gdzie życie przeniosło moje graty na kolejne dwa lata. Działałem dwutorowo: realizowałem prywatne zlecenia i prowadziłem warsztaty. 

Długo by opowiadać o wszystkich projektach wykonanych w tym czasie; dość powiedzieć, że budując swój pierwszy całkowicie własny warsztat zrozumiałem konieczność specjalizacji i ograniczenia do jakiegoś obszaru. Zamiłowanie do mobilności i bliskości natury – pracy na świeżym powietrzu – ugruntowało mnie w obszarze ciesielstwa, konstrukcji drewnianych, tarasów, wiat, altan, dachów i tym podobnych struktur. Poznałem Błażeja, mojego pierwszego stałego pomocnika, z którym współpracujemy już blisko dwa lata. W międzyczasie zacząłem zawodowy kurs stolarski Bydgoszczy, którego niestety przez nadmiar pracy i niedobór czasu nie udało mi się skończyć. Podobnie było zresztą z kursem ciesielskim w Krakowie, z którego niedługo przed egzaminem zabrała mnie Osada.

Drwa-historia-z-lasu

Drugim torem moje pracy były warsztaty i działalność edukacyjna, o której opowiadać by jeszcze dłużej. Były warsztaty, które organizowałem wspólnie z moją partnerką, umiejscowione w gospodarstwacha agroturystycznych, podczas których uczestnicy budowali coś dla gospodarzy – wiatę, dom na kółkach czy kurnik. Każdy z tych tygodni zasługuje na osobny artykuł i opowieść, być może każdy z nich ją wreszcie otrzyma.

W Toruniu organizowałem też warsztaty snycerskie, w niezastąpionej Pracowni Cech, gdzie dwie dziewczyny robią cuda z drewna i również uczą podstaw pracy w tym materiale. Zapraszano mnie też do prowadzenia warsztatów przy innych okazjach – na piknikach, festiwalach, na Woodstocku, w szkołach i na obozach dziecięcych. Fascynacja dzieci prostymi pracami stolarskimi dorównuje tylko dziecięcej fascynacji dorosłych, te dwie zresztą znacząco się od siebie nie różnią. A pokazywanie dzieciom i dorosłym stolarki jest jak ciągłe odpakowywanie prezentów pod choinką, tej radości i zaangażowania po prostu nie da się ukryć. To też najważniejsza wartość, która trzyma mnie na tej drodze i motywuje do organizowania kolejnych spotkań wokół drzew i drewna. 

Drwa-historia-z-lasu

W obszarze ciesielstwa również spotkało mnie to największe szczęście, szczęście do ludzi – poznałem chłopaków ze Spółdzielni Socjalnej Słomiany Dom, z którymi właśnie buduję kolejny, nomen omen, słomiany dom i z którymi w pełni zrealizował się mój ulubiony styl pracy – na placu budowy, zazwyczaj w ustronnym, naturalnym miejscu, w jakie ciągną ludzie zorientowani ekologicznie; ze słońcem i z deszczem, ze świeżym powietrzem i ptakami stołującymi się na resztkach ziaren niewymłóconych ze słomy w ścianach; z pracą całym ciałem, wspinaniem się na rusztowania, wciąganiem belek, rzucaniem do siebie narzędzi; z różnorodnością kolejnych etapów i ze sporą dozą pracy intelektualno-planistycznej, koniecznej do przeprowadzenia takiej operacji; z podśpiewywaniem i pogwizdywaniem; z rozmowami, śmiechem, wspólną radością z budowania czyjegoś Domu, patrzenia jak rośnie w oczach, z każdym wyciętym zamkiem i wkręconym wkrętem.

Ozdobą i luksusem w tym wędrownym życiu stała się sauna mobilna Parabuch, którą zbudowaliśmy razem z moją partnerką. To było też nie lada przedsięwzięcie stolarsko-ciesielsko-transportowe, zwieńczone sukcesem kilkunastu tysięcy kilometrów przejechanych wzdłuż i wszerz kraju, i przede wszystkim setek wygrzanych, szczęśliwych saunowiczów. I najlepsza nagroda na koniec każdego tygodnia budowy, żywy ogień, kłęby pary, zimna woda jeziora, rozgwieżdżone niebo. I las.

Wszystko z tego lasu się wzięło, zawsze tęsknota za nim była w tle mojej pracy i działań. Tak jest i dziś, w lesie za oknem sauny, która chwilowo stała się moim domem i w której piszę ten tekst. To jednak krótki rozdział, idzie zima, czas na uwicie cieplejszego gniazda. I tu życie znowu zabiera mnie na początek kolejnego rozdziału. Nowy Rok powitam na Pogórzu Izerskim, które wybraliśmy z przyjaciółmi z dawnej Osady Twórców na miejsce wspólnego zamieszkania i współtworzenia miejsca pracy i edukacji. Górnołużycki Uniwersytet Ludowy w Grabiszycach Średnich powoli staje się rzeczywistością. To jest jednak opowieść, która dopiero się pisze, za wcześnie więc, by ją opowiadać.

Drwa-historia-z-lasu

Autor: Jędrzej Cyganik – założyciel działalności DRWA Tales of the Woods

Komentarz do “DRWA – historia z lasu.

  1. Rob in Wood napisał(a):

    Piękna historia z finałem nieopodal miejsca, w którym i ja szukam swego nowego, wymarzonego domu z pracownią. Życzyłbym sobie bardzo mieć takich sąsiadów… 🙂 Powodzenia w realizacji planów! Dziękuję za ten artykuł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *